30 listopada 2013

kolorowo na głowie - czapka na drutach vs czapka na szydełku

Przełamujemy nudę pięknymi i wyrazistymi kolorami. Barwy te nosić będziemy na głowie, ponieważ będą to czapki. Jedną zrobiłam na szydełku a drugą dla odmiany na drutach.

Potrzebowałam do pracy:
szydełko nr 6
druty nr 7
włóczka - po 1 motku na czapkę  

Ta pierwsza czapka powstała na bazie 50 oczek łańcuszka. Jak widzicie na zdjęciu,  początkowo miało posłużyć do pracy różowe szydełko nr 9 bo tak sugeruje producent na metce ale po przerobieniu kilku słupków zamieniłam na 3 numery mniejsze. Zdecydowanie to mniejsze szydełko jest lepsze do tej grubości.


Szydełko jak widać zmienione i praca posuwa się na przód. Gdzieś od połowy wysokości czapki zaczęłam przerabiać po kilka słupków razem tak aby uzyskać ładne półkoliste zakończenie. 



A tak wygląda czapka po zszyciu góry. Kolory pięknie się ułożyły, nawet każdy rząd ma inny kolor.


Tutaj zaczynam dziergać czapkę na drutach. Każdy kto mnie zna wie, że nienawidzę robić dwóch takich samych rzeczy a już na pewno nie pod rząd. Tak też było i tym razem. Musiałam coś zmienić i zamieniłam druty na szydełko, a że nie miałam drutów nr 7 na żyłce do robienia magic loopem to dlatego czapka powstała na prostych drutach w tradycyjny sposób. Niestety minusem jest to, że na końcu zostaje nam zszycie brzegów. Zaczęłam od 60 oczek na początek, a później tak jak to jest w przypadku czapek, od połowy wysokości zaczęłam stopniowo odejmować oczka. 


A tak prezentuje się czapka w wersji ostatecznej...

                            

Dla porównania można sobie obejrzeć dwie czapki obok siebie. Powiem Wam tylko, że na drutach troszkę można zrobić większy rozmiar. Przy pierwszej czapce i 50 słupkach, nie zostało z motka nic, natomiast w drugim przypadku przy 60 oczkach zostało kilka metrów nici. Czapki pasują na dorosłą osobę przy obwodzie głowy ok. 55 cm. 





Czapki są już przetestowane (pisałam o tym w tym poście ) i wiem, że są bardzo cieplutkie i zwracają uwagę innych :) Myślę, że każdej osobie dodadzą pewności siebie i energetyzmu. A jeśli lubicie ubierać się w bardziej stonowanych kolorach taka czapka będzie świetnym akcentem całej stylizacji.

Ostatnio przybyły do nas bliźniacze siostry wlóczek Berretto czyli włóczki Visione , które są wprost stworzone do noszenia na głowie :)

28 listopada 2013

czapka Metauro

Spadł pierwszy śnieg tej zimy, więc czas grubych czapek uważam za otwarty... Piękne turkusy,zielenie, błękity to chyba moje ulubione kolory, które często się przewijają przez moje ręce. Do tej czapki użyłam włóczki o ciekawym splocie, w tych właśnie odcieniach. Jej struktura to wyraźnie skręcone dwie nitki o zawartości wełny i akrylu. Jest bardzo miła w dotyku i jak widać posiada świetne przebarwienia.

Z jednego motka można zrobić 1 czapkę, oczywiście na dorosłą osobę. Splot jaki użyłam to fałszywy ścieg angielski a druty nr 7. Muszę się pochwalić, że to moja pierwsza czapka a właściwie pierwsza rzecz zrobiona metodą magic loop...! Jestem z siebie dumna!

I wersja ściegu - ta wersja jest dla robótki na okrągło:
liczba oczek dla symetrii podzielna przez 4
1 rz.: *1 o. p., 1 o. p., 1 o. l., 1 o. p.,* powtarzamy od * do *
2 rz.:  *1 o. p., 1 o. l., 1 o. l., 1 o. l.,* powtarzamy od * do *, pilnujmy aby oczka układały się pod odpowiednimi oczkami, tak jak napisałam, .

II wersja ściegu - ta wersja jest dla robótki na drutach prostych:
liczba oczek dla symetrii podzielna przez 4 + 2 o. brzeg.
1 rz.: *1 o. p., 1 o. p., 1 o. l., 1 o. p.,* powtarzamy od * do *
2 rz.: *1 o. l., 1 o. p., 1 o. p., 1 o. p.,* powtarzamy od * do *, pilnujmy aby oczka układały się nad odpowiednimi oczkami, tak jak napisałam (lewa strona - 1 rz., prawa strona - 2 rz.- obydwie strony wyglądają identycznie).
























Czapka jest zrobiona na bazie 68 o., na dole zrobiłam ok 8 rzędów jerseyem aby ładnie się odwijały tworząc wrażenie kapelusika a nie typowej czapki...


26 listopada 2013

Uwielbiany styl coco chanel

Nareszcie dotarłam do końca..., dzisiaj porobiłam ostatnie poprawki, doszyłam kieszonki, obrobiłam brzegi, i gotowe! Była już chanelka turkusowa, szara, a teraz czas przyszedł na róż z fioletem i bordowe wykończenia. Jak Wam się podoba takie połączenie?
Każdy żakiecik był robiony inną kombinacją ściegu ryżowego. Tym razem też coś zmieniłam, a mianowicie postanowiłam użyć najprostszej wersji . Dla początkujących tutaj jest objaśnienie.

Dane techniczne dla rozmiaru 42:
- VOLGA różowa - 11 motków
- VOLGA bordowa - 1 motek
- druty nr 6

Oczka:
- liczba oczek - lewy i prawy przód: po 45 o.
- liczba oczek - tył: 84 o.
- liczba oczek - rękaw: 40 o.
- liczba oczek - kieszonki: 20 o.


Oczywiście w tej chanelce też nie ma żadnych zapięć. Wzór ryżowy jest o tyle fajny, nawet przy sweterkach bez guzików, że nie ma problemu z układaniem się dzianiny na dekolcie czy poniżej. Materiał obrobiony na szydełku ma dodatkowe usztywnienie co w zupełności wystarcza. 




Pewnie zauważyłyście, że większość ubrań robię na prostych drutach. Babcia, która mnie uczyła, a było to ok 23 lata temu..., nie posiadała innych drutów. Z resztą w tym czasie nawet sąsiadki pożyczały sobie tylko takowe. Nie miałam możliwości porobienia sobie na drutach z żyłką. Tak mi zostało do tej pory. Dopiero gdy odnalazłam w sieci Biferno, mój robótkowy świat wywrócił się do góry nogami... ;-). Mam teraz większe możliwości i często robię na żyłkowych choć nie mam jeszcze wprawy w robieniu bezszwowym. Bardzo chętnie wysłucham wszystkich porad w tej dziedzinie. A może Wy potrafiłybyście zrobić taką chanelkę bez zszywania... Czekam na Wasze opinie....

20 listopada 2013

24-godzinny pobyt w Mediolanie i Tollegno

Pewnie większość z Was wie, że nadal trwają prace nad trzecią chanelka...;-) Ciągle coś staje na drodze. Kolejną rzeczą, która sprawiła, że przeciągnie się jej skończenie, była CUDOWNA podróż do Włoch. Choć 24 godziny to bardzo niewiele na zwiedzenie Mediolanu i fabryki Lana Gatto w Tollegno, to jednak wystarczyło, żeby choć troszkę przybliżyć Wam te miejsca i przedstawić w jaki sposób powstają piękne moteczki, które na końcu swojej drogi trafiają do Waszych rąk. Chciałam też podzielić się z Wami moimi przeżyciami i pokazać jak ta wyprawa wyglądała z mojego punktu widzenia. Muszę powiedzieć, że dla mnie była to pierwsza podróż samolotem i to od razu do serca świata mody a przede wszystkim do świata Lana Gatto, co dla dziergającej osoby jest czymś wspaniałym.


Druty też miały swój udział w "odstresowaniu" :)
Co do samego lotu, to czekając na lotnisku nie miałam jakichś większych oporów przed wejściem do tej dużej maszyny, nawet nie mogłam się tego doczekać. Start jak i lądowanie przeżyłam bez większych dolegliwości, a mówiąc więcej - polubiłam to bardzo. Szkoda tylko, że podróż odbywała się w godzinach wieczornych,. Nie miałam więc możliwości zrobić zdjęć z samolotu, czego żałuję, bo obiecałam starszemu synkowi, że pokażę mu jaką ogromną maszyną mama leciała i jak wygląda ziemia z tak dużej wysokości. Często żałuję, że nie sfotografowałam czegoś fajnego, co wydarzyło się w moim życiu, ale dochodzę do wniosku, że zdjęcia mogą się zniszczyć lub niektórych nigdy nie przeglądniemy drugi raz, a wspomnień nam nikt nie odbierze... To co przeżyłam to moje! Po wylądowaniu na lotnisku udałyśmy się autobusem do naszego hotelu. Pomimo późnej pory (22.00) ruszyłyśmy do centrum miasta, żeby zobaczyć jak najwięcej. Pierwszym celem było zobaczyć gotycką katedrę Il Duomo najeżoną wieżyczkami. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu jak ogromna jest ta budowla.


       

A tak na marginesie, obiecałyśmy, że kolorowe czapki zrobione ostatnim czasem, zobaczycie na naszych głowach, no i są.


 
Czapki, które mamy na sobie wykonane zostały z włóczek Berretto, a komin, który ma na sobie Basia z włóczki Tanaro


Płaszczyk z włóczki Niger
 W zderzeniu z klasyką Włoszek i ich stonowanymi strojami, nasze czapki bardzo nas wyróżniały.
 Zdjęcia nocne niestety nie oddadzą rzeczywistości tak dokładnie. Obok Duomo znajduje się symbol bogactwa i elegancji miasta - XIX wieczna Galeria Vittorio Emanuele II. Ciekawostką jest to, że w centralnym punkcie jej mozaikowej posadzki znajduje się wizerunek byka. Ludzie wierzą, że obrót na pięcie o 360 stopni w miejscu genitaliów przyniesie szczęście na całe życie...! Szczerzę mówiąc byłam tak zafascynowana witrynami z napisem Prada czy Louis Vuitton, że zapomniała o zagarnięciu choć troszeczkę szczęścia dla siebie. Choć myślę, że akurat ja mam go wystarczająco. Już sama obecność tam jest tego dowodem...



Struktura galerii bazuje na kształcie krzyża, a nad środkową jej częścią znajduję się ogromna kopuła z żelaza i szkła. Natomiast pod kopułą można znaleźć wspomnianego wcześniej byka.



                            

Wchodząc do wnętrza budynku i patrząc na tę wyjątkową podłogę, ma się wrażenie, że jesteśmy w przepięknym, zabytkowym  zamku. Co więcej, dziwny zbieg okoliczności łączy wielkie osobistości związane z tą budowlą. Dokładnie w dzień przed wielkim otwarciem, architekt, który zaprojektował całość, zmarł w tragiczny sposób. Przyczyniła się do tego ostateczna kontrola szczegółów. Architekt, chcąc wszystko dopiąć na ostatni "guzik", wspiął się na strukturę budynku, z której spadł. Również król Vittorio Emanuele II, którego imię nosi galeria, zmarł 10 dni po inauguracji, która odbyła się 1 stycznia 1878 roku.


I mała przerwa na jeden rządek :)

Niestety nie dotarłyśmy do innego wspaniałego miejsca w Mediolanie, a mianowicie najsłynniejszego teatru operowego - La Scala, znanego z wyjątkowej akustyki i eleganckiego wnętrza. Czas tak szybko biegł, że musiałyśmy niestety wracać. W drodze powrotnej zatrzymałyśmy się coś przekąsić, choć wydaje mi się, że akurat to słowo nie pasuje do Włochów. Oni po prostu celebrują posiłki w wyjątkowy sposób. Potrafią godzinami rozmawiać ze sobą nad talerzem. Wracając do naszego posiłku, będąc we Włoszech, nie mogłam nie spróbować pizzy. Podobno nie powinno się jeść przed snem, a zwłaszcza o północy ale co mi tam....! raz się żyje...!




Basia i jej makarony :)

Następnego dnia w miarę możliwości, szybka rundka po pobliskich sklepach w celu zakupienia choć małej pamiątki przypominającej Mediolan. Gdy się ma dwoje dzieci to pamiątką zazwyczaj jest jakiś mały ciuszek. Jestem osobą praktyczną i nie kolekcjonuję figurek, obrazków czy tego typu rzeczy. 



Byłam też pod wielkim wrażeniem, małych, lokalnych sklepików w wąskich, klimatycznych uliczkach. Zachwyciły mnie także małe atelier-y znanych i mniej znanych projektantów mody. Naprawdę tworzą niesamowitą atmosferę





na końcu naszej ulicy ukazały się nam też bardzo nowoczesne wieżowce

Gdzie my to jesteśmy? Chyba się zgubiłyśmy...
Poniżej możecie zobaczyć, jakie fajne stragany spotkałyśmy na ulicy przy której mieszkałyśmy. Przypominały mi bardzo nasze polskie stoiska z regionalnymi wyrobami.


Targ uliczny z rękodziełem, który zatrzymał nas na dłuższą chwilę..




Witryny sklepowe z ekspozycją informującą o składzie surowcowym dzianin to częste zjawisko w Mediolanie


120% len.. len w roli głównej pomysłem na biznes


Chciałam Wam też pokazać co znalazłam na wystawie sklepowej. Piękna czapeczka i sweterek do kompletu, może kiedyś uda mi się coś takiego wydziergać.
                 


Jeszcze ostatnie, wspólne zdjęcie przed odjazdem do Lana Gatto

i ostatni rządek, oj coś nie idzie mi dzisiaj to dzierganie :)



Jeszcze rzut okiem na to co przekąsiłyśmy przed godzinną podróżą z "osobistym kierowcą" z Lana Gatto. Panzerotti to przekąska bardzo pasująca do mojego gustu. Jestem fanką fast foodów, czego nie ukrywam i takie danie to coś dla mnie. Ciasto takie jak na pizze, a w środku ser mozzarella, szynka i świeże pomidory.... pycha!



Następnym etapem naszej podróży był nasz główny cel - fabryka Lana Gatto, o którym Basia dokładnie pisała w poprzednim poście.
Moje odczucia, będąc tam na miejscu, były niesamowite. Pierwszym etapem zwiedzania była sama fabryka, gdzie tworzy się włóczki, począwszy od włókna naturalnego (sierść) aż po ostateczny wygląd motków. Na każdym etapie tworzenia, miałam ochotę taką jedną szpulę zabrać ze sobą do domu... ;-)


Moja kontrola jakości :)




Nic tak nie działa na zmysły jak widok tych wszystkich kolorów w jednym miejscu. Takim pięknym zakątkiem (porównywalnym z wielkimi zabytkami w Mediolanie ;)) był, jak już pewnie wiecie, sklep Lana Gatto, tuż obok fabryki.
Poza fabryką, nie można było nie zwrócić uwagi na przepiękne widoki, otaczające budynki firmy. Uwielbiam takie krajobrazy...



Po obejrzeniu całej fabryki, nadszedł czas powrotu do domu. Ciekawą historie przeżyłyśmy jeszcze pod koniec dnia. Oprócz tego że Mediolan bardzo rzewnie płakał za nami;-) to spóźniłybyśmy się na samolot. Mimo, że kierowca odwiózł nas na lotnisko 45 min przed odlotem, to napotkałyśmy taką długą kolejka do odprawy, że o mały włos zostałybyśmy w Mediolanie. Po przejściu wszystkich kontroli wybiegłyśmy na płytę lotniska gdzie na szczęście był tylko jeden samolot, więc wiedziałyśmy do którego wsiąść...! Zdążyłyśmy tuż przed zamknięciem drzwi! Myślę, że by na nas poczekano, ale przeżycia były nie do opisania, szczególnie, że to moja pierwsza wyprawa samolotem!
Tak właśnie wyglądała moja przygoda w WIELKIM ŚWIECIE! Nigdy jej nie zapomnę!


18 listopada 2013

Wizyta w fabryce marzeń - tak powstają szlachetne włóczki Lana Gatto

"Pasja do jakości" - tak właściwie powinien być zatytułowany ten post, bo jakość w fabryce Lana Gatto w Tollegno widoczna jest na każdym kroku.
Ciężko powiedzieć co jest bardziej fascynujące w tej firmie, czy historia - tak bogata w doświadczenia i wydarzenia na przestrzeni  ponad stu lat (marka istnieje od 1900 roku!), czy obecna organizacja produkcyjna z ultra nowoczesnymi maszynami i załogą tak bardzo oddaną swojej pracy.

Odpowiadając na zaproszenie dyrektora eksportu z Lana Gatto (Luca Sapellani), wybrałam się w ubiegłym tygodniu do Tollegno, aby na własne oczy zobaczyć jak wygląda ich olbrzymia fabryka (44 300 m2) i dowiedzieć się jak powstają ich szlachetne włóczki. Postaram się w tym poście przybliżyć Wam markę Lana Gatto pomagając sobie zdjęciami wykonanymi na miejscu przez Asię.

W krainie Lana Gatto :)
Moja podróż po Lana Gatto zaczęła się od spotkania z dyrektorem eksportu i szefem działu kontroli jakości. Podczas spotkania dyskutowaliśmy m.in. o jakości i dowiedziałam się na przykład, że najszlachetniejszą wełną merino, w której produkcji firma się specjalizuje, jest merino extrafine, ponieważ pochodzi z grzbietu owiec merynos czyli najmniej narażonej na zanieczyszczenia i najdelikatniejszej części tego zwierzęcia. Ta forma merino występuje np. w popularnych włóczkach Vip, Class, Ottocapi, Harmony 2/30, Feeling i Camel Hair.

Zostały mi również przybliżone profile pozostałych firm z Grupy Tollegno 1900, bo oprócz firmy Filatura e Tessitura di Tollegno S.p.A. produkującej włóczki Lana Gatto oraz przędze do produkcji maszynowej, do grupy należy Lanificio di Tollegno S.p.A. wytwarzające tkaniny, a także Manifattura di Valduggia produkująca bieliznę pod marką RAGNO. W 1997 roku grupa otworzyła również swoje kolejne linie produkcyjne w Łodzi pod nazwą TOLLEGNO POLAND.
Ciekawostką może być fakt, że włóczek i przędzy Lana Gatto, a także tkanin Lanaficio używają do sowich kolekcji najsłynniejsi projektanci na całym świecie,a dzięki swoim biurom w Honkongu, Nowym Jorku i Osace Grupa Tollegno 1900 ma bezpośredni kontakt z nimi. Słynna włoska marka Max Mara to udziałowiec Grupy i jeden z jej głównych klientów, więc jeśli zobaczycie w sklepie Max Mary sweterek to możecie być pewni, że jest włóczek Lana Gatto :)
Poznałam także historię Grupy i marki Lana Gatto, ale to jest tak obszerny temat, że chyba musiałabym poświęcić mu cały, jeden post. Jeśli będziecie zainteresowani to opiszę Wam ich bogatą historię - tutaj możecie trochę o niej poczytać.

Dyskusja z dyrektorem eksportu i szefem działu kontroli jakości w towarzystwie najszlachetniejszych włókien - kaszmiru, jedwabiu i merino extrafine

Dosyć już tej teorii, teraz zapraszam do zwiedzania fabryki od strony produkcyjnej
Cały proces produkcyjny zaczyna się od kontroli jakości surowca. Próbki surowca są  bardzo dokładnie badane pod mikroskopem na obecność zanieczyszczeń czyli wszelkiego rodzaju pyłów. Tylko czyste włókna, pozbawione zanieczyszczeń przechodzą taką kontrolę pozytywnie.

W dziele Kontroli Jakości

Kiedy surowiec przejdzie pozytywnie tę kontrolę jest zamawiany i przebywa długa drogę z Australii, Nowej Zelandii, Argentyny, Urugwaju, Peru, Południowej Afryki i innych zakątków globu, aby trafić do Lana Gatto. Następnie jest składowany w ogromnych magazynach i czeka na swoją kolej w procesie produkcji.

Magazyny z milionami kilogramów kaszmiru, jedawbiu, merino i innych surowców

Najnowocześniejsze wyposażenie z niebywała wydajnością


Surowiec trafia na taśmę i wytwarza się z niego szpule o cieniutkich, pojedynczych nitkach.

Ciężko objąć obiektywem całą taśmę :)



Wyprodukowane szpule trafiają do magazynu, gdzie czekają na barwienie.

Magazyn gotowych szpul z włóknami jednego rodzaju np. wełny merio, moheru czy kaszmiru


Następnie odbywa się proces barwienia. Aby to zobaczyć udaliśmy się do laboratorium kolorów.  Firma zaopatrzona jest w najnowocześniejsze, zautomatyzowane centrum, które samo dobiera odpowiednie proporcje barwników i miesza je ze sobą w celu uzyskania pożądanego koloru.

Zautomatyzowany sprzęt do kreowania kolorów

Kiedy kolory są już gotowe trzeba je sprawdzić na nitkach. W tym celu wkłada się kilka szpul w odpowiednie pojemniki i wlewa się do nich przygotowaną barwę. Proporcje barwników zmienia się do czasu, kiedy uzyska się pożądany kolor na włóknie.

Kociołki na próbne barwienie nitek
 Po zaakceptowaniu danego koloru, partia nitek trafia do wielkich basenów, gdzie jest barwiona. Fabryka barwi 12 000 kg włókien na dzień! Taka olbrzymia wydajność produkcji sprawia, że firma wytwarza włóczki nie tylko pod marką Lana Gatto, ale również dla innych znanych, włóczkowych marek z całego świata.

Tutaj są barwione włóczki

Gotowe partie kolorów

Niesamowite archiwum kolorów zawierające wpisy od 1900 roku! Prawdziwe bogactwo barw każdego gatunku włóczek.

W momencie kiedy chcemy wyprodukować mieszankę np. włóczkę Feeling, która składa się z merino, jedwabiu i kaszmiru musimy wziąć aż trzy rodzaje włókien i połączyć je ze sobą. 

Pojedyncze nitki tych samych surowców lub różnych i w tych samych kolorach (w przypadku włóczek klasycznych) lub rożnych (w przypadku włóczek wielokolorowych) łączy się ze sobą w dwie lub więcej, w zależności od rezultatu jaki chcemy uzyskać, a następnie skręca się je.

Maszyna łącząca nitki ze sobą

Połączone nitki, ale jeszcze nie skręcone

Jedna z maszyn skręcających nitki

Na końcu połączone i skręcone nitki wędrują do specjalnej sauny parowej, gdzie poddawane są wysokiej temperaturze i wysokiemu ciśnieniu  i w ten sposób jest utrwalany skręt, który nadaje włóczce większej wytrzymałości.

W pokoju parowym. Niestety, niemożliwe było wykonanie zdjęcia w środku, ponieważ obiektyw zaparował :)

Na każdym etapie produkcji włókna poddawane są kontroli jakości, bada się ich wytrzymałość, gładkość, równą powierzchnię itp. Jeżeli jakiekolwiek nitka odbiega od wyznaczonych norm (bardzo surowych) zostaje potraktowana jako drugi gatunek i trafia do specjalnych worków zbiorczych. Pytałam co robią z tymi odpadami i uzyskałam odpowiedź, że są sprzedawane firmom specjalizującym się w przetwarzaniu takich, gorszej jakości włókien.

Włóczki drugiej jakości, ale na pewno nie jedna z Was zabrała by je do domu.... ;-)
Poznajecie tę włóczkę? Tak, to gotowa partia jednego koloru włóczek Harmony  2/30


 Kiedy włóczka jest już ufarbowana, a jej nitki połączone i skręcone, zostaje potraktowana powietrzem pod ciśnieniem, które zwiększa jej objętość, miękkość i puszystość.
Proces nadawania włóczce objętości



Nowa postać nitek


Po zakończeniu procesu nadawania objętości odbywa się zwijanie nitek w kłębki. Ostatnim etapem jest nakładanie motkom etykiet.

Kiedy motki są już gotowe wywozi się je do magazynu i tam są składowane. A z magazynu trafiają prosto do biferno.pl a na samym końcu do Waszych rąk :) 

Ogromne magazyny włóczek, które czekają na swoich klientów

Do kartonów też zaglądałam :)

Następnie udałam się do prawdziwego raju barw czyli działu, w którym powstają próbniki kolorów oraz próbki gotowych dzianin. W dziale pracują panie, które na okrągło dziergają z ciągle to nowych gatunków włóczek. Która z Was nie chciałaby tak pracować? :)
W tym miejscu mogłam podejrzeć owiane jeszcze tajemnicą próbki włóczek z kolekcji jesień-zima 2014/2015 i już nie mogę się doczekać tej kolekcji.


W takiej wersji próbnik kolorów trafia do biferno.pl
Na samym końcu mojego zwiedzania trafiłam do sklepu firmowego Lana Gatto, który znajduje się tuż przy fabryce. A tam... prawdziwy, włóczkowy raj. Bogactwo gatunków i kolorów. Nie wiedziałam na co mam patrzeć, co dotykać.
Zresztą zobaczcie sami na poniższych zdjęciach.




Której to jeszcze nie ma w biferno? ;)
Wychodząc ze sklepu zauważyłam archiwalne plakaty reklamujące włóczki Lana Gatto w poszczególnych latach, które są świetnym dowodem na to, że marka jest obecna na rynku od bardzo dawna.


Na końcu chciałam się odnieść do bardzo ważnej kwestii dla mnie i myślę, że również dla wielu z Was - kwestii ochrony środowiska. 
Miejscowość Tollegno jest położona w pięknym regionie -  Piemontu - o górzystej powierzchni. Sam widok z balkonu fabryki zapiera dech w piersiach (poniższe zdjęcia), dlatego niezmiernie cieszy mnie fakt, że Grupa tak bardzo dba o otaczające ją środowisko. Cała energia używana w firmie jest wytwarzana przez kolektory słoneczne oraz hydrogeneratory, które wykorzystują energię z sąsiedniej rzeki. Woda używana np. do barwienia włóczek jest oczyszczana w specjalnych zbiornikach, a właściwie ogromnych basenach i ponownie wykorzystywana. I tak w kółko z myślą o środowisku :)





Jeden ze zbiorników oczyszczających wodę

Podsumowując, była to dla mnie bardzo edukacyjna podróż. Przyznam szczerze, że nie końca zdawałam sobie sprawę jak ogromna fabryka stoi za marką Lana Gatto  i jak znakomicie łączy tradycję z nowoczesnością. To naprawdę niesamowite widzieć te wszystkie najnowocześniejsze maszyny XXI wieku w murach pamiętających czasy XIX wieku. Te wszystkie fakty sprawiają, że czuję dumę na myśl, że moja firma jest partnerem handlowym Grupy Tollegno 1900 i wyłącznym, oficjalnym dystrybutorem włóczek Lana Gatto w Polsce.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tą obszerną relacją ;)