20 lutego 2018

Sukienka z włóczki skarpetkowej

Uwielbiam sukienki. Za jednym zamachem mam kompletny strój. Poza butami, no i oczywiście bielizną, nie trzeba nic więcej... Na dodatek takie dzianiny dzierga się w miarę prosto. Obejdzie się nawet bez żadnych wcięć. Nawet pod pachami można zrobić na prosto. Ja jednak kilka oczek w tym przypadku dodałam i odjęłam. Właśnie rękawy zrobiłam wpuszczane i na samym dole dodałam kilka oczek aby sukienka nie była całkiem prosta i dolegała do bioder. W sumie praca nieskomplikowana, gdyby nie to, że nitka i druty cienkie i trzeba było się napracować.

Włóczkę wykorzystałam Murano Not Only For Socks. Postanowiłam połączyć ze sobą kilka kolorów i zrobiłam sukienkę w takie szersze pasy z 4 kolorów: 1107, 1115, 1125, 1132.
Z każdego koloru zostało mi jakieś 10 % motka. A druty na jakich robiłam to 3,25 mm. Dosyć mały rozmiar ale chciałam aby nic nie prześwitywało.
Sukienka jest w rozmiarze 36. Świetnie się nosi. Włóczka spełniła swoją role i śmiało mogę stwierdzić, że można ją wykorzystać nie tylko do dziergania skarpet... ;-)










13 lutego 2018

Golf z Mini Softa

Ta praca została wykonana jeszcze w zeszłym roku, a zajęła mi ok 4 tygodnie pracy.
Było to duże wyzwanie bo cały golf miał być we wzory. Na dodatek te wzory to plecionki, które wymagają dużo pracy i przekładania oczek. Ale czego się nie robi dla efektu końcowego...

Włóczka, którą użyłam to oczywiście niezastąpiony Mini Soft. Grubość nitki odpowiednia, a do tego ta gama kolorów do wyboru jest oszałamiająca. Do dziergania wykorzystałam druty w rozmiarze 4 mm, a samej włóczki zużyłam bodajże 7 motków, co jest chyba niezłym wynikiem przy tak wymagających ściegach.

Sweterek był dziergany od dołu. Rękawy również były robione tak samo. Tym razem nie pokusiłam się o przełożenie wszystkiego na jedną żyłkę i dzierganie rękawów i tułowia razem. Stwierdziłam, że lepiej będzie po prostu doszyć rękawy.

Zobaczcie efekt końcowy...








17 stycznia 2018

Szal z włóczki Val Badia

Kolejny raz przekonuję się, że to co na początku mi się nie podoba, to później wychodzi całkiem fajnie, a nawet super. Tak też było i tym razem.
Nie bardzo podobał mi się kolor włóczki (nie moje kolory), po drugie miało być wzorem francuskim, który jak wiecie jest pracochłonny i włóczkożerny, a po trzecie nie byłam przekonana co do kształtu chusty.
Teraz jednak gdy patrzę na tą chustę, to jestem zachwycona i chętnie bym sama taką nosiła.
Wzór sprawia, że dzianina świetnie się układa, nic się nie zwija, a i kolor też zaczął do mnie przemawiać..
Jeśli chodzi o włóczkę to jest wręcz idealna na takie robótki. Jeden motek wystarcza. Druty to 7 mm.








04 stycznia 2018

Komin

To chyba jedna z najprostszych dzianin dla początkujących. Ja z resztą też uwielbiam dziergać różnego rodzaju kominy. Po pierwsze robi się ekstra szybko, po drugie nie ma dodawania czy odejmowania oczek, więc można się relaksować przy robótce nie myśląc o skomplikowanych wzorach, a po trzecie nie musimy się bardzo przejmować rozmiarem. Nawet jak wyjdzie za szeroki albo za wąski to nic się nie stanie...

Tak wiec prezentuje Wam komin z przecudnej włóczki Madesimo, która ma odpowiednią grubość i przecudne kolory właśnie na takie udziergi. Oczywiście na ten komin wystarczył jeden motek, druty nr 7 mm.












18 grudnia 2017

Czapki

Dzisiaj będzie o czapkach...
Różnie z tymi czapkami u mnie jest. Raz mam wielką ochotę dziergać, a raz nie zmusi mnie do tego nikt. W ostatnim czasie powstało jednak dosyć sporo tych nakryć głowy. Jedne dla dużych, jedne dla małych osób. Jedne na prezent pod choinkę, jedne dla mnie, a jeszcze inne na zamówienie.
Oto kilka słów na temat każdej czapki:


Ta czapka to jedyna do tej pory jaką zrobiłam z tak kudłatej włóczki. Włóczka nazywa się Vibrant i dostępna jest u nas w 3 kolorach (szary, granatowy i czarny, z którego została zrobiona poniższa czapka). Dziergałam ją na drutach nr 6 i zużyłam niecały motek. Dobra rada: przemyślcie co chcecie z niej zrobić i dobierzcie odpowiednią liczbę oczek bo raczej tego nie sprujecie... albo będzie bardzo ciężko...

Kolejna to czapka dla trzylatki zrobiona również z niecałego motka włóczki Class i dziergana na drutach nr 4 mm. Bardzo prosta, ze ściągaczem i małym warkoczykiem z boku.




Poniższa czapka jest zrobiona wg wzory Iwony Eriksson z 1,5 motka włóczki Camel Hair. Włóczka bardzo miła i cudownie się z niej dzierga.






Niebieski komplet z włóczki, którą sama barwiłam. W linku jest post na ten temat. Czapka i komin powstały z jednego motka na drutach nr 3,75 mm.






Ostatni komplet to czapka i buciki dla maluszka z włóczki Baby Cotton (biały) i Bamboo&Cotton (róż - podwójna nitka). Druty nr 3,75 mm, a ilość włóczki jaką zużyłam to nawet nie połowa z każdego koloru. 








09 listopada 2017

Barwienie wełny

Moje dotychczasowe dziewiarskie życie polegało tylko i wyłącznie na tworzeniu ubrań, a czasem dodatków do domu. Nigdy nie przyszło mi na myśl, aby zabawić się w barwienie włoczek.
Czas wiec to nadrobić...

Tutaj możecie zakupić gotowe zestawy do farbowania, z których ja korzystałam - https://www.biferno.pl/pl/c/WLOCZKI-DO-BARWIENIA/794.

Tak wygląda zestaw. W środku znajduje się 10 dkg motek 100 % wełny - 400 metrów, ulotka i zestaw naturalnych barwników do farbowania. W moim przypadku był to cukier, wapno i proszek indygo.


Dzień przed zabawą, włożyłam wełnę do naczynia aby dobrze się namoczyła. Wodę po prostu nalałam prosto z kranu.


 Barwnik również wymieszałam z wodą i zostawiłam na noc. Teraz jednak wydaje mi się, że zrobiłam błąd, ale to wyjaśnię Wam później.




 Następnego dnia rozpuściłam te dwa białe proszki w wodzie, ale ku mojemu zaskoczeniu zrobiła mi się biała pasta... !


Ja, jako zupełny nowicjusz w tej dziedzinie, byłam bliska zejścia na zawał... ;-) ale jak to mówią "co cie nie zabije, to cie wzmocni", dlatego też wzięłam się w garść, zasięgnęłam kilku porad (Iwona Eriksson i Monika Łukomska - ukłony dla Was dziewczyny) i jakoś poszło....
Powstałą pastę rozpuściłam w większej ilości wody i dodałam barwnik.

Tutaj właśnie popełniłam ten błąd, o którym wspominałam wcześniej, tak mi się przynajmniej wydaje. Ponieważ nie znam włoskiego, a instrukcja jest właśnie w takim języku, wydedukowałam, że proszek indygo powinno się najpierw wymieszać z wapnem, a następnie rozpuścić w wodzie i tak powstałą pastę wymieszać z woda i dodać cukier. W sumie to też nie jestem pewna czy taka kolejność miała jakieś znaczenie i ten mój błąd był faktycznie błędem, no ale cóż, już się tego nie dowiem, chyba że postanowię zrobić jeszcze jedno indygo... ;-) Tak czy inaczej powstał barwnik, który poddałam dalszej obróbce cieplnej.
Całość wymieszałam i podgrzałam oczywiście na oko do temperatury ok 50 st, aż barwnik zmienił troszkę swój kolor na taki ni żółty, ni zielony, ni niebieski... tak podobno ma być.. ;-).


Następnie wyjęłam wełnę z wody, troszkę odciskając aby bardzo nie kapało. Dla pewności położyłam ją jeszcze na chwilkę na pieluchę tetrową. 



 Po krótkim czasie przeszłam do sedna sprawy, czyli do barwienia.
Wilgotną włóczkę, powoli włożyłam do podgrzanego barwnika. Zrobiłam to dosłownie na chwilkę, może jakieś 15 sekund i wyjęłam. Odczekałam kilka sekund, trzymając wełnę cały czas nad garnkiem, i dla pewności, wszak ja niedoświadczona jestem, zanurzyłam wełnę jeszcze raz i wyjęłam.

Kolor który, zaczął się pojawiać na moich niteczkach, sprawił, że emocje jakie mi od poprzedniego dnia towarzyszyły, zaczęły powolutku opadać. Nie do końca jednak, bo po jakimś czasie, kiedy wełna powoli wysychała, zaczęła się robić dosyć szorstka w dotyku. I tu znowu emocje dały o sobie znać. Co ja zrobię jak tak zostanie, pomyślałam, bo przecież delikatność nitki przy dzierganiu to podstawa. Kilka razy nawet przepłukałam włóczkę w letniej wodzie a nawet dodałam troszkę płynu do zmiękczania ale nic to nie dało...


Musze powiedzieć, że troszkę też pomógł mi tłumacz "wujek Google". Doczytałam się w tej instrukcji coś o occie. I tutaj chętnie dowiem się od Was, co ocet ma wspólnego z barwieniem włóczek ale ja ze swojego już doświadczenia mogę powiedzieć, że ocet nadaje miękkości wełnie. Wymieszałam ocet z wodą w proporcjach 1:1 i zamoczyłam w takim roztworze włóczkę na jakieś 15 minut. Po wyjęciu i odczekaniu aż wełna trochę podeschnie, okazało się, że szorstkość zniknęła, a wełna stała się mięciutka jak przed barwieniem....


Po dwóch dniach suszenia, wyszedł mi taki piękny moteczek wełny, z którego jestem mega dumna i muszę przyznać, że jak w trakcie barwienia miałam ogromnego stresa i myślałam jak by tu szybko zakończy ten eksperyment, tak teraz chętna jestem jeszcze coś ufarbować.... :-)




Teraz już mogę z czystym sumieniem polecić taką formę zabawy i stwierdzić, że nawet takie karkołomne barwienie może sprawić dużo radości i satysfakcji, a co najważniejsze mam pewność, że moja dzianinka będzie 100% naturalna (zarówno wełna jak i jej kolor).
Polecam gorąco i czekam na komentarze, co zrobiłam nie tak, albo może inaczej, co udało mi się zrobić dobrze.. ;-). Bardzo proszę o wyrozumiałość, jak wiecie był to mój pierwszy raz...;-)