27 marca 2017

Kardigan z Socka

Jak wspominałam w poprzednim poście, podczas dziergania sukienki, musiałam robić sobie drobne przerwy na coś innego, i właśnie podczas tych przerw, powstał ten sweterek. Zaczęłam go dość dawno i jakoś tak było "nam" nie po drodze... ;-) pewnie dlatego, że ta praca również była wymagająca. Dzianiny z jerseyu są najbardziej klasyczną formą dziergania ale są też monotonne, za czym nie przepadam... Po mino tego udało mi się wrócić do tej robótki i ją skończyć...


Tak jak czarna, szydełkowa sukienka, tak i ten kardigan są ostatnio moimi ulubionymi dzianinami. Noszę je chętnie i na większość okazji. Sukienka na eleganckie wyjścia, a sweterek na co dzień.
Sprawdza się w każdej sytuacji. Wełna merino, z której został zrobiony daje ciepło, a z kolei niezbyt gruba nitka, nie kategoryzuje go tylko na chłodne dni. Jest taki w sam raz.

Cała forma sweterka jest bardzo prosta. Wymyśliłam sobie proste rękawy, prosty tułów, który dziergałam jako jedną całość (nie ma szwu po bokach). Jedynie rękawy są doszyte i też całkiem na prosto, bez żadnych wcięć. Jak już wszywam rękawy, to staram się proste, bo wtedy jest mniej kombinowania, lecimy po jednej linii oczek i ładnie to wygląda. Tak sobie teraz myślę, czy nie dorobić kieszeni... Doradzicie..?

Przy dzierganiu z Socka, należy jednak pamiętać, że ta włóczka troszkę naciąga się po wypraniu i taka już zostaje, więc lepiej zrobić odrobinę za małe wdzianko niż za duże... :D

Na ten kardigan weszło mi 3,5 motka włóczki, a dziergałam na drutach 3,5 mm (rozm S/M).

Zobaczcie teraz kilka zdjęć z o ostatniej sesji...
















Zdjęcia autorstwa: J. Borowska-Hulbój

20 marca 2017

Szydełkowa sukienka z jedwabiu i wełny

Witajcie po długiej przerwie....
Mam nadzieje, że udało Wam się cierpliwie doczekać do tego momentu, na który ja sama też czekałam...

Praca nad tą sukienką trwała od listopada aż do lutego... Taki pomysł wpadł mi do głowy i chciałam go za wszelką cenę zrealizować. Spodziewałam się że będzie ciężko i nawet kilka razy odkładałam prace na bok aby głowa odpoczęła... Ręce oczywiście nie musiały odpoczywać, bo to nie o to chodziło... chodzi o to, żeby ręce miały ciągle jakieś zajęcie ;-) ale nie może to by monotonne, bo wtedy szkodzi... ;-)
W sytuacjach "kryzysowych", tzn w takich gdzie pomimo moich starań, dzianiny nie przybywa, muszę odpocząć, zresetować się, a w tedy chęć skończenia tego projektu sama wraca. Tak też robiłam. W między czasie powstał sweter z Socka, który także był odłożony na półkę i czekał na swoją kolej (o tym bdzie w nastpnym poscie... :D ). W okresie świątecznym powstała również podusia z cudownej bawełny, którą uwielbiam...Jak widzicie potrzebowałam dużo silnej woli aby dotrwać do końca ale jak zwykle się udało... :D
Jestem bardzo zadowolona i już kilka razy sukienkę miałam na sobie...

Jednak dopiero teraz doczekała się ona swojej sesji. Czekałyśmy na odpowiednią pogodę aby móc wykonać fajne zdjęcia w plenerze...
Zobaczcie i oceńcie....






Kwadraciki z których wykonana jest sukienka to praktycznie te same jakie użyłam do stworzenia wspomnianej wcześniej poduszki. W podanym linku znajdziecie schemat na te własnie "kwadraty babuni". 
Jak widzicie jedna ze środkowych części zrobiona jest z kolorowego jedwabiu Maharaja Silk Lace. Nie wiem czy pamiętacie mój dylemat na początku, który związany był z tym, jak ma wyglądać ten kwadrat w ostateczności... Raz miało być bardziej kolorowo, raz nawet myślałam w ogóle o całej czarnej sukience ale w końcu padło na takie oto rozwiązanie. I jestem z niego bardzo zadowolona... dziękuję za sugestie...

Całość natomiast wykonana jest z wełny Perlata d'Australia. W tej kwestii też było parę niejasności. Początkowo mała czarna i szydełko to tylko bawełna i kordonek przychodził mi do głowy. Gdybym jednak zdecydowała się na takie rozwiązanie to chyba bym żałowała. Po pierwsze sukienka była by ciężka, po drugie była by sztywna, a w związku z tym całość okazałaby się szorstka i mało delikatna dla ciała... Teraz mogę stwierdzić, że ta akurat wełna jest idealna na szydełkowe sukienki i inne wdzianka. Ma odpowiednią grubość, jest miła i po praniu nic si z nią nie dzieje. Na dodatek jest wydajna. Na całą sukienkę zużyłam 10 motków i 2 motki Maharaji Silk Lace. A szydełko to 1,75 mm.















Zdjęcia autorstwa: J. Borowska-Hulbój

17 stycznia 2017

Szydełkowa poszewka

Od jakiegoś czasu fascynuje mnie klimat rustykalny. Takie babcine wnętrza, pełne obrazków na ścianie, bibelotów na półkach, drewnianych skrzynek, a przede wszystkim koronki i szydełkowe ozdoby... (ciekawe dlaczego? ;-) )
Jak wiecie dziergam duży projekt, czarną szydełkową sukienkę. I czasem potrzebuje krótkiej przerwy przy takich czasochłonnych pracach, albo raczej zmiany robótki na inną, takiego oderwania się na chwilę... ;-). Dlatego postanowiłam wydziergać sobie pierwszą dekorację do domu w stylu właśnie wiejskim .
Najbardziej odpowiednią do takich prac wydaje mi się bawełna Baby Cotton. Nie jest cienka, a takiej nie chciałam, nie jest też bardzo gruba. Taka w sam raz na poszewkę. Nie pamiętam dokładnie ile zużyłam włóczki, na pewno cały motek turkusowego i jakieś półtora motka białej i kremowej.
Jak zwykle była to improwizacja. Schemat kwadracika znalazłam w internecie.

             

Kolory skomponowałam po swojemu. Gdy jeden kwadracik był gotowy, to stwierdziłam, że zrobię drugi nieco inaczej, tzn. poprzestawiam kolory i całą poszewkę pozszywam w taką szachownicę.

Według mnie wyszło super, jestem nią zachwycona i na pewno powstanie jeszcze kilka takich poszewek, może troszkę innych ale w takim klimacie...

Poszewka ma rozmiar 40 x 40 cm i weszło na nią 36 kwadratów.









08 grudnia 2016

Bluzka z fantazyjnym wykończeniem

Jak wiecie, nie lubię kudłatych włóczek. Od dzieciństwa za nimi nie przepadałam i unikałam ich jak tylko mogłam. Oczywiście jak się nie ma co się lubi to... dziergało się i kudłate ;-)

Pewnego jednak dnia była taka dostawa do biferno.pl, gdzie przez moje dłonie przewinęła się włóczka Cipria. Stwierdziłam, że jest ona tak miła i delikatna w dotyku, że na pewno będzie się z niej fajnie dziergało, no i od razu wpadł mi do głowy pomysł na połączenie jej z jakąś klasyczną nitką. Padło na Super Alpaca. Długo nad kolorami się nie zastanawiałam. Miało być delikatnie, pastelowo i prosto...
Dziergać dla mnie, to nie wyzwanie, ale wydziergać sweterek bez jednego szwu, to już wyższy poziom wtajemniczenia. Jestem samoukiem... Jestem też leniem... Dlatego nie korzystam z tutoriali, porad czy schematów. Każda chwila z kartką, na której rozpisany jest wzór od A do Z, to dla mnie strata czasu. Jeżeli coś nie wychodzi to pruję i zmieniam taktykę... ale ciągle to jestem ja i moje sposoby dziergania... Ten sweterek, a raczej jego rękawy są w 100% przeze mnie wymyślone i zrobione, choć pewnie już nie jedna dziergaczka wpadła na taki sposób robienia dużo wcześniej ode mnie.
Po prostu, zamiast tak jak w reglanie odejmuje się po 2 oczka w 4 miejscach, to ja odejmowałam też w 4 miejscach ale tylko po jednym. Robiłam to tak, aby powstała ładna, prosta linia, przypominająca rękaw wszywany. Nie mogę jednak do końca stwierdzić czy w którymś momencie nie odejmowałam po 2 oczka. Dziergam zawsze na wyczucie. Brakuje mi kilku oczek, to je najnormalniej w świecie dodaję, jak jest za dużo to odejmuję... Wracając do meritum, gdy zamknęłam wszystkie oczka w części rękawa, zaczęłam zamykać na ramieniu. Przerabiałam 4x po 2 oczka razem, w tej samej linii i tak samo na drugim ramieniu. Jak stwierdziłam, że wystarczy, to zamknęłam wszystko i tak powstał dekolt.
W tym sweterku nie ma żadnych wykończeń ani ściągaczy, Dzianina sam się układa, tzn wywija, czego swoją drogą, nigdy nie lubiłam...
Ale się rozpisałam...
Jeszcze tylko druty... dół na 4,5, a góra na 4. Motków weszło... na dół 2, a na górę 5.

Mam nadzieję, że sweterek przypadł Wam do gustu, a może nawet zachęciłam Was do spróbowania sił w bezszwowym dzierganiu...







Zdjęcia autorstwa: J. Borowska-Hulbój